MOJE OCZKO WODNE

STRONA GŁÓWNA

STARE OCZKO
wstęp
stare oczko
uwagi o budowie
pierwsze doświadczenia
oczko zimą

NOWE OCZKO
wybór metody
budowa
prace wykończeniowe
podsumowania i refleksje
uwagi eksploatacyjne

 

RYBKI I ROŚLINY
rybki z okolic
rybki zakupione
rośliny pływające
rośliny płytko zanurzone
rośliny denne

dodatki

GALERIA ZDJĘĆ
stare oczko
nowe oczko
impresje oczkowe

 

STRONA ALFA

 

WSTĘP

Od 3 lat w moim ogródku mam oczko wodne, kilkanaście rybek różnych gatunków oraz trochę roślinek. W lecie tego roku miałem już dosyć ciągłej walki z uciekającą woda i postanowiłem przebudować oczko. Przebudowa właśnie zmierza do końca, więc będę tu umieszczał swoje spostrzeżenia dotyczące oczka i jego mieszkańców.

 

 

STARE OCZKO I UWAGI O JEGO BUDOWIE

Stara wersja oczka miała kształt wypukłego trójkąta, głębokość ok. 1,5m i pojemność ok. 4,5 tys. litrów. Wykopany dół przykryłem cementową otuliną, na nią położyłem geowłókninę, a następnie folię do oczek o grubości 8mm. Ponieważ folia była dość sztywna, a oczko miało liczne półki i stożkowy kształt, jej ułożenie było niezwykle trudne. Ostatecznie zakończyło się sukcesem, jednak kosztem kilku zakładek. Niestety popełniłem błąd i w betonowej otulinie nie zrobiłem drenażu. Między folią i betonem zaczęła się zbierać skroplona woda...trzeba było folię przeciąć i zrobić dren, a folię zakleić. Następnie roślinki (trzcina, biała lilia wodna, różne trawki bagienne i kilka innych roślin pływających i dennych), kamienie i pompa powędrowały na różne półki i dno oczka. Oczko wypełniłem wodą (głównie deszczówką, ale też kranówą, bo mamy bardzo dobrej jakości), podłączyłem pompę z filtrem...i wpuściłem rybki. Na początku było to 5 różnobarwnych karasi. Później doszły dwie orfy, dwa karłowate linki i pięć kiełbi. Próbowałem jeszcze osiedlić miniaturowego jesiotra, ale z niewiadomych przyczyn wyskoczył po jakimś miesiącu. Przez pierwszy rok cieszyłem się jak bąk obserwując hasające rybki i co jakiś czas badałem wodę. Rybki co kilka dni były dokarmiane maluśkimi porcjami karmy. Po dwóch latach doczekałem się pierwszego potomstwa. Kiełbie zaczęły się rozmnażać! W trzecim roku sytuacja powtórzyła się i przybyło kilka nowych maluśkich kiełbików. Pierwsze problemy pojawiły się w sierpniu. Glony nie dawały za wygraną i ani sposoby naturalne wynalezione w internecie, ani chemia nie dawały im rady. Pozostała ręczna eksterminacja. Najbardziej zawiedziony byłem działaniem filtra kupionego w sklepie ogrodniczym. W instrukcji stało, że przeznaczony jest do oczek o pojemności do 6 tys. litrów, więc powinien wystarczyć, ale jak się przekonałem na własnej skórze, to co tam napisali, to wierutna bzdura! Dokupiłem lampę UV i na jakiś czas pomogła. Drobne glony przestały się rozwijać, za to pojawiły się długie, nitkowate. Nastały czasy deszczy i chłodniejszych dni, więc kwestia glonów odeszła na drugi plan. Po pierwszych mrozach, zmieniłem i przestawiłem dyszę pompy tak, żeby schowała się pod wodę i dawała gejzer o wysokości ok 20cm. Odłączyłem również filtr (zaczął zamarzać mimo przepływu wody), a całą moc pompy skierowałem na dyszę fontanny. Zimą oczko zamarzło prawie całkowicie (mrozy nawet powyżej 20 stopni), ale w okolicy gejzera pozostawał spory kawałek niezamarzniętej wody. Co jakiś czas trzeba było jednak odkuć zwał lodu z okolic pompy. Wiosną stwierdziłem, że rybki przezimowały w dobrym stanie. Niestety na folii pojawiły się pęknięcia oraz mała dziurka po przypadkowym uderzeniu łomu (ześliznął się przy likwidacji lodowej bruzdy wokół pompy). Myślę, że pęknięcia folii powstały na skutek "pracy" lodu. Z czasem pojawiły się inne drobne uszkodzenia niewiadomego pochodzenia (koty, ptaki?). Uszkodzenia zakleiłem stosując samowulkanizującą się taśmę. Niestety wody powoli zaczęło ubywać więcej niż mogło wyparować - dawały o sobie znać kolejno pojawiające się uszkodzenia folii. W następnych dwóch latach sytuacja powtarzała się, a problem ubytku wody zaczął narastać, więc ostatniej zimy zapadła decyzja o przebudowie oczka.

do góry strony

 

NOWE OCZKO

 

 

Przeglądając literaturę oraz zasoby sieci natrafiłem na wiele opisów oczek. Jednak większość sprowadzała się do 2 metod: folia (ta odpadała z powyższych względów) oraz plastikowy odlew. Odlewy były super pomysłem, miały jednak dwie wady, albo były za małe, albo za drogie. Koszt zakupu odlewu zbliżonej wielkości do mojego oczka wynosił ponad 3500zl, a jak obliczyłem razem z przywózką, montażem i całą resztą przekroczył by 4 tysiące - niestety, choć to świetne i trwałe rozwiązanie, dla mnie sporo za drogo. Wśród wielu stron w internecie natrafiłem jednak na stronę, na której autor zaproponował budowę oczka z siatkobetonu. Zainteresowałem się bliżej i postanowiłem powalczyć tą metodą. Rybki przeniosłem do okazyjnie zdobytej starej wanny, roślinki do dużych miednic i wanienek, a następnie usunąłem folię i naprawiłem starą powłokę betonową. Budowa przebiegała z dużymi oporami...a to brak czasu, a to pogoda ciągle przeszkadzały w realizacji projektu. Ta metoda ma dość istotną wadę. Potrzeba ok. 3 tygodni dobrej pogody. W końcu złapałem tydzień dobrej pogody i wolnego czasu. Położyłem pierwszą warstwę betonu, na nią siatkę (drobną rapicę) i kolejną warstwę betonu. Pierwsza warstwa miała 1,2-1,5cm, druga 1,5-1,8cm. W miejscach, w których na poprzednim podłożu pojawiły się pęknięcia, położyłem podwójną warstwę siatki. Do murowania wykorzystywałem gotową zaprawę cementową + cement w stosunku -  worek cementu na trzy worki zaprawy. Do tego dodałem plastyfikator (wodouszczelniacz) w stosunku - 1l. na 50kg. gotowej zaprawy. Po wykonaniu ścian oczka, pokryłem je (nakładając pędzlem ławkowcem) śmietanką cementową (cement z wodą w konsystencji śmietany 12:)) z plastyfikatorem. Następnie, wykorzystując przerwę technologiczną na wyschnięcie zaprawy betonowej, wykonałem odpływ wody z filtra (o nim - patrz niżej) tworzący małą, kamienną kaskadę oraz podmurówkę na filtr i beczkę zbierającą deszczówkę. Przy betonowaniu, warto pomyśleć o wstawieniu rurki, którą później poprowadzimy przewód od pompy oraz rurkę doprowadzającą wodę z pompy do filtra. Ja zrobiłem to przy pomocy kawałka rury PCV. Niektórzy radzą pokryć ściany oczka dodatkowo warstwą gotowej zaprawy wodoszczelnej, ale ja poszedłem inną drogą i chcę ściany oczka pomalować farbą do basenów. Czekam na poprawę pogody i dwa dni wolnego czasu.

Trafiło się kilka dni ładnej pogody i robota ruszyła pełną parą. W ruch poszedł pistolet i w dwa dni oczko zaniebieściło się. Po umyciu i próbnym napełnieniu, wodę wypompowałem i rozpoczęło się powolne napełnianie wodą ze starego oczka (przechowywaną w wannie, beczkach itp.) oraz świeżą kranówą. Po trzech dniach i badaniu wody pod względem składu chemicznego można było wpuścić rybki oraz ustawić roślinki. Zamontowałem pompę ustawioną już na zimowanie (wytrysk schowany jest pod wodą, dając niewielki gejzer). Umyłem filtr, ponieważ w tym roku jeszcze zdemontowałem go na zimę. W przyszły roku prace będę kontynuował już w otoczeniu oczka.

Po zakończeniu prac nadszedł czas na podsumowania i refleksje. Ogólnie jestem zadowolony. Oczko jest szczelne i wygląda całkiem ładnie, ale... no właśnie, zawsze są jakieś ale. Popełniłem kilka błędów. Po pierwsze półki dookólne są troszkę za wąskie i nie będę mógł używać okrągłych, dużych donic. Dwie półki narożne też mogłyby być trochę większe, ale tu problem nie jest tak duży, bo mogę wykorzystać trzy pozostałe zamiennie. No i chyba niepotrzebnie pomalowałem ścieżki wokół oczka. Farba jest dość śliska i istnieje prawdopodobieństwo pośliźnięcia się, ale to jest do skorygowania w następnym roku.

Uwagi eksploatacyjne będę starał się umieszczać w miarę wolnego czasu...

Dzisiaj pierwszy raz sypnąłem rybkom odrobinkę żarełka. Na razie jeszcze penetrują nowe otoczenie i nieufnie podpływają do jedzenia, ale już podchodzą pod powierzchnię i za parę dni będą szaleć po całym oczku:))

cdn.

 

do góry strony