KL GROSS ROSEN - ROGOŹNICA - HITLEROWSKI OBÓZ KONCENTRACYJNY

...LUDZIE LUDZIOM ZGOTOWALI TEN LOS...

 

    Podczas szkolnej wycieczki...jakoś zawsze omijałem temat obozów koncentracyjnych...nigdy za nim nie przepadałem...i teraz też pewnie nie umiałbym napisać nic rozsądnego, gdyby nie to, że trafiłem do Rogoźnicy ze szkolną wycieczką i zobaczyłem na własne oczy to, o czym dotychczas tylko czytałem.

    No właśnie...co zobaczyłem takiego, że powstał ten reportaż? Przecież w Rogoźnicy prawie nic nie zostało. Ot pięknie odnowiony budynek bramy, kasyno oficerskie zamienione na mini muzeum, trochę fundamentów baraków ... reszta to pomniki i rekonstrukcje oraz kamieniołomy. Jest jednak coś, co od tamtych czasów prawie się nie zmieniło. Okoliczne drzewa cicho szumiące jesiennymi liśćmi, różowawy błękit nieba, pagórki otaczające obóz niemalże dookoła, otwarta przestrzeń, która w świecie tradycyjnych wartości symbolizuje wolność...więc gdyby nie świadomość, że stąpam po ziemi, która pochłonęła 40 000 istnień ludzkich, przysiągłbym, że trafiłem na jakieś cudowne podgórskie letnisko. I w tym, moim zdaniem, tkwi największa tragedia tego obozu. Tragedia ludzi wielu narodowości, którzy przewinęli się przez cztery lata jego istnienia i tu przeżywali gehennę hitlerowskiego jarzma.

    Idąc obozową ulicą, przechadzając się między fundamentami baraków, wchodząc do ocalałych pomieszczeń, dotykając zimnych, milczących murów starałem się wczuć w sytuację więźniów obozu, ale nijak mi szło to wczuwanie. Ilekroć próbowałem się skupić na jakimś szczególe, skoncentrować myśli, przychodził taki moment, że gdy podnosiłem głowę wszystko pryskało niczym bańka mydlana. Nie mogłem zrozumieć... Dopiero kiedy minąłem krematorium i poszedłem za mauzoleum, przed oczyma rozpostarł się przepiękny widok zbliżającego się zmierzchu, różowiejącego nieba i cudownie jesiennego krajobrazu...zrozumiałem, a przynajmniej tak mi się wydaje... 

    Od pierwszego przyłożenia aparatu do oka zauważyłem, że nie mogę się skupić na fotografowaniu, że niektóre czynności wykonuję automatycznie, że kadry wcale nie wchodzą mi w obiektyw, że naciskając spust migawki wcale nie jestem pewien czy o takie właśnie ujęcie mi chodziło... Jak sfotografować ludzką tragedię, cierpienia tysięcy ludzi, nieludzkie bestialstwo hitleryzmu... Czy w ogóle jest to możliwe? Czy można tak na zimno przekazać kilkunastoma kadrami cały ogrom nieszczęścia, które tu miało miejsce? Wreszcie kiedy już siedziałem przed komputerem i przeglądałem zdjęcia, zastanawiałem się czy wybrać wersję czarno-białą, czy też zostawić wszystko w kolorze. Biorąc pod uwagę temat oraz oglądając każde zdjęcie osobno, raczej skłaniałbym się ku wersji czarno-białej, ale kiedy obejrzałem wszystko, stwierdziłem, że to właśnie kolor podkreśla kwintesencję moich przeżyć z pobytu w Rogoźnicy...

 

 

Makieta obozu...Pani przewodnik bardzo realistycznie opowiadała o dziejach obozu i ludziach, którzy do niego trafili. Młodzi ludzie z zainteresowaniem słuchali opowieści, by później zadawać mnóstwo pytań... 

Mapa przedstawia sieć filii obozu Gross Rosen...znalazły się na niej również moje Mysłakowice...

Płaskorzeźba przy wejściu do muzeum...

Witraże w oknie muzeum...sugestywnie i w jakże różny sposób oddają emocje...

Fragment ekspozycji muzealnej...pamiątek tu niewiele, ale dokumentacja robi niesamowite wrażenie...

Kaci...

...i ich ofiary...

Wychowawczy obóz pracy, Sonder Komando - Karna Kompania - w takim miejscu to brzmi szczególnie...

Obozowe pasiaki...

      

Świeżo odnowiona brama obozowa wygląda wręcz irracjonalnie...

Fragment obozowych zasieków...

W podziemiach baraku były pomieszczenia gospodarcze...

Fragment łaźni...

Po barakach zostały tylko fundamenty i części podziemne...

W niektórych miały swoje komanda wielkie firmy wykorzystujące niewolniczą pracę więźniów...

Ciekawe czy komórki Simensa ukryte w połach kurtek nie robiły się bardziej gorące...

Fragment mauzoleum...ściana z tablicami miast/filii KL Gross Rosen

Obozowa kuchnia, w tle mauzoleum...

Fragment wnętrza...

Za tym wzgórzem były kamieniołomy, w których więźniowie mieli wypracowywać swoją normę na chwałę Wielkiej Rzeszy...

Kamieniołomy wyrosły też po przeciwnej stronie...

W anielskim krajobrazie ludzie zgotowali piekło swoim braciom...

Krematorium polowe nie było w stanie pokryć obozowego "zapotrzebowania"

Obozowa droga...tędy szli więźniowie ku swemu przeznaczeniu...

...niestety, niewielu udało się powrócić...

 

 

Obozowa dzwonnica co dzień wybijała głośne memento więźniom stojącym na placu apelowym...

Tak niewiele zostało...pozostaje pamięć!

 

 

Kiedy wychodziliśmy za bramę obozową zaczął siąpić deszcz...zupełnie jakby niebo zapłakało żaląc się na ludzi, że ci nie bacząc na prawa Boskie i ludzkie mogli dopuścić się tak potwornej zbrodni.

 

POWRÓT DO GALERII